Plażowanie i leniuchowanie. To już nasz ostatni dzień na wyspie. Chcieliśmy popłynąć wodną taksówką na część wyspy bez infrastruktury hotelowej, ale okazało się, że w piątek muzułmanie modlą się dłużej i nie ma żadnej taksówki. Musielibyśmy czekać aż skończą modły, więc zdecydowaliśmy się pójść przez dżunglę na drugą stronę wyspy. Jak to w dżungli było ponad 30 stopni, 2 cm mrówki, komary, droga pod górę między korzeniami. Po kilkudziesięciu metrach zawróciliśmy. Przede wszystkim dlatego, że byliśmy w klapkach bo wybieraliśmy się na plażę, a nie na trekking. Wracając wypatrzyliśmy łódkę, która nas zabrała tam gdzie chcieliśmy. Tam plaża i piasek jak z rajskiej wyspy. Niestety nie spędziliśmy tam całego popołudnia bo w oddali była burza i nasz szef wycieczki, czyli Andrzej zarządził, że musimy się zbierać bo burza nas tu uziemi. Burza nas ominęła 🤨
Nie da rady okrążyć wyspy wzdłuż brzegu bo na zmianę są plaże i skały. Można to zrobić na dwa sposoby albo droga wodną i wynająć taxi albo przez dżunglę.
Żegnamy się z wyspami Perhentian, gdzie można odpocząć, są piękne plaże, krystaliczna woda, nie ma tłumów. Dziś czeka nas podróż na Borneo malezyjskie najpierw łódką, potem busem i samolotem. Mam nadzieję, że bez żadnych przygód i w lepszych warunkach niż ostatnio.