Już za chwilę wyjeżdżamy do Brukseli. Belgia najczęściej kojarzy się z czekoladkami (Pierre Marcolini, Benoit Nihant), piwem (Leffe, Stella Artois), ale też Leopoldem I i brutalną kolonizacją Konga. Jest to jedno państwo, a jednak dwa światy: Walonia, której mieszkańcy mówią po francusku i Flandria, gdzie króluje język flamandzki, inaczej nazywany niderlandzkim, czy holenderskim (właśnie tym językiem posługują się również Holendrzy). Hugo Claus, jeden z najwybitniejszych pisarzy flamandzkich, tak pisze o Belgii:

“Belgia jest dziwną fikcją, stworzoną przez wielkie mocarstwa dla zabezpieczenia swoich interesów. Nie ma tożsamości belgijskiej, czegoś co by można nazwać duszą belgijska[…]”

Bruksela, której data powstania zbiega się z datą chrztu Polski (966) znajduje się w północnej, flamandzkiej części, ale zdecydowana większość (80-90%) jej mieszkańców mówi po francusku. Nazwa miasta to zlepek dwóch słów: Bruoc i Sala, co znaczy odpowiednio – moczary i dom.

Nie mamy na razie szczegółowego planu wyjazdu, ale na pewno będziemy chcieli odwiedzić Muzeum Historii Naturalnej, Parlament Europejski i Atomium, a co dalej zobaczymy…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *