Singapur chociaż znajduje się w Azji jest zupełnie niepodobny do krajów z regionu – pięć języków urzędowych, budynki ze szkła, betonu i stali obok postkolonialnych budyneczków, trawniki przycięte pod linijkę, niebywale czyste (też w toaletach), niebywale dobrze zorganizowane i niebywale drogie miasto-państwo.

Podróż z Borneo trwa 3 godziny, kolejny raz lecieliśmy tanimi liniami AirAsia, które zdecydowanie polecamy. Na lotnisku w Singapurze obowiązkowo trzeba zostawić odciski kciuków i dotyczy to również dzieci. Sprzęt okazał się zbyt mało czuły, żeby zebrać odciski Tamary i Grzesia, więc przysłano do nas urzędnika, który zaprosił dzieci do skanowania tęczówki – wątpliwa przyjemność.

Przylecieliśmy z dwoma pieluchami w torbie, więc pierwsze kroki po zostawieniu bagaży w hotelu skierowaliśmy do miejscowej galerii handlowej, których w Singapurze jest zatrzęsienie. Zanim się obejrzeliśmy był koniec dnia.

Dzisiaj za to udało nam się zobaczyć Gardens By The Bay, które robią niesamowite wrażenie (trudno zresztą się dziwić Singapur wydał na ogrody ponad 1 mld dolarów) oraz taras widokowy na Marina Bay Sands. Dwie atrakcje jednego dnia… z czwórką dzieci… do hotelu dotarliśmy o 21:30. Ja jutro nic nie robię.

Hotel Marina Bay Sands. Na szczycie jest basen, restauracje i platforma widokowa.

Wnętrze hotelu. A pod nim metro, supermarket i same ekskluzywne sklepy, głównie jubilerskie i z zegarkami.

Rośliny owadożerne

Było wiele gatunków orchidei, każdy z nich pachnie inaczej. Niektóre jak przyprawy.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *