Dzień zapowiadał się ciekawie. Czekała nas wycieczka do Parku Narodowego Penang National Park, a o godzinie 21 wyjazd na wyspy Perhentian Islands. Długo zastanawialiśmy się jak dotrzeć na wyspy i w końcu zdecydowaliśmy, że pojedziemy nocnym autokarem, który był 3 razy tańszy od samolotu czy taksówki. Jednak taka podróż nie była dobrym pomysłem.
O 12.30 wyruszyliśmy z naszą Taxi driver, Hinduską, do Narodowego Parku. Nie starczyłoby nam czasu, by dojść na nogach do plaży żółwi i plaży małp makaków więc popłynęliśmy tam łódką. Widzieliśmy małe i duże żółwie, ale nie można ich było dotykać. Przy okazji dowiedzieliśmy się paru ciekawostek o żółwiach np. płeć żółwia zależy od temperatury panującej w gnieździe. Jak temperatura jest w przedziale między 28-33 stopni C to wylegnie się samica, a jak 24-28 stopni C to samiec.
Później popłynęliśmy na plażę małp. Tam trochę poleniuchowaliśmy. I muszę sprostować informację o małpach. Wcale nie są takie przyjazne jak się dowiedzieliśmy wcześniej. Kiedy robiłam zdjęcie jednej z małp, druga – samiec alfa od tyłu chciał mnie ugryźć w nogę. Nie widziałam tego, ale Jasio i obcy ludzie zaczęli krzyczeć i na szczęście udało mi się na tym wyjeździe nie ucierpieć. Czego o Andrzeju nie można powiedzieć, ale to dalej w opisie. Małpy też są strasznymi złodziejami. Chwila naszej nieuwagi i zabrały nam z nosidła nasze ciasteczka, wyrzuciły nasz ostatni smoczek. Już dwa na tym wyjeździe zgubiliśmy. Ostatni jest cenny jak złoto 😉
Dodam, że byłam zaskoczona jak Malajowie nie dbają o przyrodę i swój Park Narodowy. W dżungli blisko plaży sterty śmieci, plastiku.
Z Parku odebrała nas nasza Rani ( taksówka) i zawiozła po bagaże do hotelu i na autokar. Dużo rozmawialiśmy z Rani o Malezji i jej kulturze hinduskiej. Dowiedzieliśmy się, że Reni jest od 8 lat wdową z 4 dzieci. Ciężko pracuje jeżdżąc na taksówce, żeby utrzymać swoją rodzinę. Chociaż ma czasem takie dni, że nic nie zarobi albo ma jednego klienta za 70 zł. Od państwa dostaje tylko 200 zł, w Malezji nie mają systemu socjalnego. Jest zdana sama na siebie i ewentualnie pomoc od swoich rodziców i brata. Rodzina męża z chwilą jego śmierci odcięła się od niej i wnuków. W tradycyjnej hinduskiej rodzinie nie jest możliwe, żeby wdowa z dziećmi ponownie wyszła za mąż. Mimo ciężkiej sytuacji jest bardzo pogodną, przyjazną i pomocną osobą. Pomogła nam zorientować się z biletami na autokar i jaki nr ma nasz autokar. I niestety pomyliła się i wsiedliśmy do złego autokaru. Na szczęście 10 minut przed odjazdem zorientowaliśmy się, że jesteśmy w złym autokarze.
Jak to bywa z małymi dziećmi, jak już zapakowaliśmy się z wszystkimi naszymi bagażami, siadaliśmy na miejsca, okazało się, że Maciuś zrobił kupę. W tym całym zamieszaniu wypadała mi tak kupa na jedyne śpioszki Maciusia i do tego skończyły się mokre chusteczki :/ no, ale jakoś poradziliśmy sobie.
Autokar nie był luksusowy. Były szersze siedzenia i zepsute podnóżki. Wyruszyliśmy o 21 i mieliśmy być na miejscu o 6 rano. Byliśmy 2 godziny przed czasem ! Kierowca autokaru tak zasuwał po drodze, jechał po porostu jak wariat. Nie zwalniał przed zakrętami. Rzucało nas w lewo i prawo. Ja z Andrzejem nie mogliśmy spać. Poza tym Maciuś spał na moich rękach wiec musiałam go mocno trzymać, żeby mi nie wypadł. W pewnym momencie autokar zatrzymał się i kazano nam wysiadać. Okazało się, że to nie jest docelowe miejsce i musimy o tej 4 rano jeszcze przetransportować się do miejsca, do którego mieliśmy wykupiony bilet.
Autokar zatrzymał się przy zaparkowanych taksówkach. Po dłuższej negocjacji z taksówkarzami, żeby nie przepłacać, zawiozły nas 2 taksówki w miejsce, z którego mogliśmy wziąć łódź na wyspy. Dotarliśmy do Kuala Besut, gdzie wszystko było zamknięte. Pierwsza łódź odpływała o 7.30. Do tego czasu chcieliśmy zdrzemnąć się na ławkach, ale nie dało rady. Nie wiadomo skąd pojawiali się ludzie i namawiali nas na swoje łódki. Tamarze weszła drzazga w piętę więc mieliśmy akację wyciągania tego. I nie udało nam się w ogóle zdrzemnąć. A przed nami cały dzień. Zniechęceni autokarem, taksówkami, nie chcieliśmy ryzykować i płynąć prywatnymi łódkami więc czekaliśmy na otwarcie oficjalnej przystani.
Kiedy przyszedł nasz czas, zebraliśmy nasze bagaże, szliśmy dziurawym pomostem i w pewnym momencie Andrzej wywalił się razem z Maciusiem na plecach, plecakiem, wózkiem. Nie zauważył, że brakowało jednej deski i zrobił krok prosto do dziury. Klapek spadł pod pomost. Andrzej niestety strasznie się poobijał, obtarł. Ma spuchniętą kostkę, fioletowy palec. Bardzo go to boli. Jest biedny. Mam nadzieję, że nie ma nic złamanego czy pękniętego. Jesteśmy daleko od jakiegokolwiek punktu medycznego :/
Jak już zapakowaliśmy się do speed boat to błyskawicznie dotarliśmy na miejsce. I błyskawicznie to jest dosłownie, łódka podobnie jak autokar płynęła tak szybko, że dla mnie było to mało przyjemne. Momentami była więcej w powietrzu niż na wodzie.
W końcu bezpiecznie dotarliśmy na miejsce. Nic wcześniej nie rezerwowaliśmy, ale miejsca w Perhentian Resort Island były . To miejsce było polecane w przewodniku. Musimy napisać do nich z reklamacją 😉 Hotel jest stary i zniszczony, żadne luksusy, ale chyba ma najładniejszą plażę na wyspie. Na wyspie przywitały nas wiewiórki, małpy i duże jaszczurki. Te małpy są ładniejsze od makaków, ale nie wiem jeszcze jak się nazywają. Nie znam też nazwy tych gadów, są takiej wielkości jak jamnik. Można się ich przestraszyć.
O rany, co za przygoda ! Mam nadzieję że z Andrzeja nogą będzie wszystko ok . Przygoda przygoda każdej chwili szkoda ! Atak malpy, szalona jazda, spanie na ławkach – i to wszytko z trójka dzieci! Powodzenia!
O rany, co za przygoda ! Mam nadzieję że z Andrzeja nogą będzie wszystko ok . Przygoda przygoda każdej chwili szkoda ! Atak malpy, szalona jazda, spanie na ławkach – i to wszytko z trójka dzieci! Powodzenia!
Ups, z czwórką dzieci!:) Naprawdę jesteśmy pod wrażeniem! My jutro zaczynamy małą przygodę, ale zawsze-pobudka o 2 w nocy. Trzymajcie się!